Fryburg odwiedziłam w trakcie jednej z pierwszych wycieczek do Szwajcarii. Wiedziałam, że trzeba tam koniecznie pojechać ze wględu na liczbę zabytków, idealnie zachowane średniowieczne domy i piękne położenie. Czego chcieć więcej? Do tego bardzo łatwo można się tam dostać pociągiem lub samochodem, jadąc autostradą łączącą Berno z Genewą. Sama jechałam pociągiem z Genewy i była to przygoda sama w sobie. Z Fryburga szczególnie
blisko jest do Lozanny,
Gruyères i Montreux.
 |
Fryburg - miasto zabytków i mostów, fot. Józef Ambrozowicz |
Miasto jest
niewielkie (niecałe 40
tys. mieszkańców), ale bardzo stare (jego początki sięgają XII wieku), pełne zabytków (z polskim akcentem, ale o tym za chwilę) i pięknie położone nad rzeką Saane. W mieście mówi się po francusku, ale po drugiej stronie rzeki dominuje już język niemiecki.
Fryburg miał długą i burzliwą historię. Należał do Habsburgów, książąt Sabaudzkich i w końcu do Konfederacji Szwajcarskiej. W średniowieczu kwitł tam przemysł tekstylny, który jednak później podupadł. Reformacja nie dosięgnęła tego od zawsze katolickiego miasta, oparło się ono również zawieruchom wojennym, dzięki czemu zachowały się najstarsze budynki, w tym cała dzielnica gotycka, z autentycznymi średniowiecznymi fasadami. Na pewno miały w tym udział potężne fortyfikacje i bramy zbudowane jeszcze między XIII a XV wiekiem i potem niestety stopniowo niszczone aż do początku poprzedniego stulecia.
 |
Fryburg - Katedra św. Mikołaja, najstarsze domy i widoczne fortyfikacje. Fot. Józef Ambrozowicz |
 |
Ulice i uliczki Fryburga są pełne uroku o każdej porze. Fot. Józef Ambrozowicz |
 |
Fryburg od strony rzeki Saane (Sarine), fot. Józef Ambrozowicz |
Na co warto zwrócić uwagę we Fryburgu? Na pewno na średniowieczną zabudowę, ratusz, liczne stare mosty, mnóstwo fontann z rzeźbami, a także (a może przede wszystkim) na górującą nad miastem katedrę św. Mikołaja z 76-metrową wieżą. To w tej gotyckiej świątyni znajduje się polski akcent, o którym wspomniałam na początku wpisu, a mianowicie witraże Józefa Mehoffera. W 1895 r. w katedrze został ogłoszony konkurs na projekt witraży. Zapowiadało się ważne i niezwykle prestiżowe przedsięwzięcie, zgłosiło się więc kilkudziesięciu twórców z całej Europy. Największe wrażenie na jury zrobił projekt zaledwie 26-letniego wówczas Mehoffera, który został przez nich uznany za geniusza. Witraże te można z całą pewnością nazwać dziełem życia artysty, przyniosły mu międzynarodową sławę i uznanie. Za jeden z nich, zatytułowany „Męczennicy”, otrzymał w 1900 roku złoty medal na Wystawie Światowej w Paryżu. Należą do najwspanialszych dzieł sztuki witrażowej na świecie.
 |
Józef Mehoffer, „Apostołowie”, fot. Józef Ambrozowicz |
 |
Józef Mehoffer, „Pokłon Trzech Króli”, fot. Józef Ambrozowicz |
 |
Józef Mehoffer, „Bóg Ojciec” (fragment środkowego witraża w prezbiterium katedry fryburskiej), fot. Józef Ambrozowicz |
Jeśli mało Wam, drodzy czytelnicy, Fryburga i Mehoffera, po więcej odsyłam do książki, którą bardzo polecam.
„Józef Mehoffer - artysta wszechstronny” to pięknie wydany album, w którym można zobaczyć największe dzieła twórcy, między innymi te z Fryburga. Po więcej szczegółów odsyłam na stronę
wydawnictwa JOTA.
 |
Okładka albumu |
Malowniczość,
sztuka i zabytki to
niejedyne zalety Fryburga. To także tętniące życiem miasto uniwersyteckie. Liczne kawiarnie i restauracje zapraszają do środka, a każda uliczka kryje coś nowego i ciekawego.
Warto się tam wybrać
i to niejeden raz.