... czyli o emigracji w okolice Genewy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Genewa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Genewa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 25 lipca 2016

Szwajcaria: Praktyczne informacje dla turystów

Sezon urlopowy w pełni i pewnie część z Was jedzie albo planuje jechać do Szwajcarii. O czym warto pamiętać? Czym Szwajcaria różni się od sąsiednich krajów? Oto garść praktycznych informacji. Wpis ten powstał w ramach akcji W 80 blogów dookoła świata*.

Zamek w Gruyères
Zamek w Gruyères

Szwajcaria: Praktyczne informacje dla turystów


1. Przestrzegaj przepisów drogowych

Wiadomo, wszędzie trzeba. Ale nie wszystkim przychodzi to z łatwością, a ciężka noga w Szwajcarii jest wyjątkowo bolesna dla portfela. Nie ma żartów, bo przekroczenie prędkości na autostradzie (przy dozwolonej prędkości 120 km/h (!) już o 5-10 km/h może skutkować mandatem w wysokości 20 franków, a poza autostradą 40 franków. Przy przekroczeniu prędkości o 21-25 km/h na autostradzie żegnamy się z kwotą 260 franków, a jeśli to droga niebędąca autostradą kierowca jest wzywany do sądu. Tak samo jeśli w dowolnym miejscu, z autostradą włącznie, pojedzie jeszcze szybciej. Może też dostać zakaz prowadzenia pojazdów: Rekordzista ze Szwecji zapłacił milion franków mandatu za jazdę z prędkością 290 km/h. I stracił samochód.

Czy to jednak problem dla przeciętnego turysty? Żaden. Szwajcaria jest mała i piękna, a autostrady potrafią być dość kręte - uważam, że te ograniczenia są całkiem rozsądne.


2. Pamiętaj o winiecie

Szczęśliwie jeżdżenie po szwajcarskich autostradach nie jest drogie. Dla motocykli i samochodów do 3,5 tony obowiązuje jedna winieta za 40 franków na rok kalendarzowy (jest ważna od momentu zakupu to 31 stycznia następnego roku) i można jeździć gdzie się chce (z wyjątkiem niektórych tuneli), co może być dużo tańsze od francuskich i polskich autostrad. W Polsce można ją kupić tylko w PZM, w Szwajcarii na każdej stacji benzynowej, a w krajach sąsiednich na stacjach bliżej granicy. Za brak winiety grozi mandat w wysokości 200 franków + koszt winiety. Można ją też kupić na granicy, ale trzeba stać w sporej kolejce.

3. Zadbaj o ubezpieczenie

Koszty leczenia w Szwajcarii mogą zrujnować jeśli nie ma się ubezpieczenia. Ubezpieczonym w Polsce powinna wystarczyć karta EKUZ wydawana przez NFZ, ale warto wykupić jeszcze dodatkowe prywatne ubezpieczenie, szczególnie jeśli planujecie jeździć na nartach. Pobyt w Szwajcarskim szpitalu może kosztować grube tysiące franków, a sam transport karetką, nawet trwający zaledwie kilka minut, to koszt co najmniej kilkuset franków. Co ważne, podstawowe tanie ubezpieczenia często nie zwracają kosztów karetki, albo zwracają tylko część. Np. z kartą EKUZ NFZ zwraca tylko 50%. Zdecydowanie warto przeczytać dokładnie warunki ubezpieczenia i być może wykupić jakieś lepsze.

4. Zadbaj o samochód przed wyjazdem

Niby oczywistość, ale naprawdę warto mieć przed wyjazdem pewność, że samochód jest sprawny. Lepiej naprawić wszystko w Polsce, bo pomoc drogowa i warsztaty samochodowe są w Szwajcarii bardzo drogie.

5. Lepiej nie przewoź większej ilości alkoholu i mięsa.

Z reguły nie ma kontroli na granicach, więc łatwo zapomnieć, że to nie Unia i nie można przewozić niektórych towarów w dowolnej ilości bez cła. Broni nie można wwozić wcale, surowego mięsa nie więcej niż 500 gramów na osobę, alkoholu do 18% nie więcej niż 5 litrów na osobę, a powyżej 18% - nie więcej niż litr na osobę. Można wziąć więcej, ale należy zgłosić do oclenia, w przypadku alkoholu to 2 franki za litr.

6. Przewóz zwierząt? Nie ma większego problemu.

Podróżowanie z psem czy kotem nie jest szczególnie problematyczne, a formalności nie różnią się od tych w krajach Unii Europejskiej. Pisałam o tym szczegółowo wcześniej w poście o wyjeżdżaniu za granicę z kotem.

7. Szwajcarskie miasta nie są duże, ale samochód lepiej zostawić na obrzeżach.

Miasta w Szwajcarii nie są ogromnymi metropoliami. W Zurychu mieszka niecałe 400 tys. ludzi, w Genewie  niecałe 200 tys., a wszystkie inne miasta są mniejsze. Korki potrafią być jednak dotkliwe, a komunikacja miejska jest na bardzo wysokim poziomie, przynajmniej ta w Genewie. Bilety są też tańsze niż parkingi w centrum.

Genewa, wejście do parc des Bastions
Genewa, wejście do parc des Bastions

8. Podróż pociągiem nie musi być droga.

Jeśli planujecie podróże pociągami warto kupić kartę Swiss Pass, która upoważnia do zniżek na środki transportu, łącznie ze słynnym ekspresem lodowcowym. Jest kilka taryf, a im dłuższa tym bardziej się opłaca. Przykładowo za 440 franków można bez limitu podróżować po Szwajcarii przed 15 dni. Dorośli do 26 roku życia płacą trochę mniej, a towarzyszące dzieci do lat 16 za darmo. przy okazji dostaje się darmowe wejścia do muzeów. Wydaje się drogo? Krótka (1,5 godzinna) podróż z Genewy do Fryburga na zwykłym bilecie to koszt 80 franków w obie strony.

9. Języki w Szwajcarii

W Szwajcarii mówi się czterema językami: po niemiecku, francusku, włosku i retoromańsku. To jednak wcale nie znaczy, że przeciętny Szwajcar zna je wszystkie! W Zurychu raczej nie dogadamy się po francusku, a w Lozannie po niemiecku, a tym bardziej po włosku, nie mówiąc o retoromańskim, którym włada może 0,5% Szwajcarów. Na szczęście przynajmniej w miastach nie ma większego problemu z porozumieniem się po angielsku.

10. Godziny otwarcia sklepów

Można się zdziwić, szczególnie w niedzielę, szczególnie z polskimi przyzwyczajeniami. Raczej nie wyskoczymy do sklepu po piwo w okolicach 22, o całodobowym Tesco nie ma mowy, a na zrobienie zakupów w niedzielę raczej nie ma co liczyć.

11. Wszędzie jest pięknie

Nie chciałam, żeby tak wyszło, ale powyższa lista może trochę wystraszyć. Nie znaczy to jednak, że lepiej nie jechać do Szwajcarii! Wręcz przeciwnie, warto, głównie dla niezapomnianych widoków. Nie ma większego znaczenia, którą część wybierzemy, bo cały kraj jest wspaniały. Trzeba się tylko nieco przygotować do wyjazdu i wszystko będzie dobrze.



*W 80 blogów dookoła świata to akcja, w której zrzeszeni blogerzy językowo-kulturowi raz w miesiącu publikują post na wspólny temat, ale każdy z perspektywy swojego kraju. Tematem lipcowym są porady dla turystów planujących podróż. Chcecie jechać gdzieś indziej? Poczytajcie tu:


Chiny:
Biały Mały Tajfun: 10 porad

Finlandia:

Francja:

Gruzja:

Hiszpania:

Japonia:

Kirgistan:


Niemcy:
Nauka Niemieckiego w Domu: 10 porad dla turysty w Niemczech
Niemiecki po ludzku: 10 porad dla turysty
Norwegia:

Wielka Brytania:

Włochy:


poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Anglicyzmy w języku francuskim

Jest taki znany chyba wszystkim stereotyp, że Francuzi nie lubią angielskiego, nie uczą się go i nie chcą się w nim porozumiewać. Cóż, znam kilku Francuzów, którzy mówią po angielsku tak, że mucha nie siada, z drugiej strony nieco traumatycznie wspominam podróże do Francji sprzed 10 lat, kiedy z dogadaniem się po angielsku w najprostszych sprawach miałam bardzo poważne problemy. Na usprawiedliwienie Francuzów dodam, że we Włoszech nie było wcale lepiej... I ponoć dużo się zmieniło. W Genewie raczej wszyscy mówią po angielsku, ale staram się używać tylko francuskiego.

Genewa, zabawny mural
Murale w Genewie miewają czytelne dla większości opisy po angielsku

Inny, choć pokrewny stereotyp mówi też, że Francuzi angielskiego nie znoszą tak bardzo, że bronią się rękami i nogami przed anglicyzmami i ich ekspansją do swojego języka. Bo skoro nawet komputer nazwali l'ordinateur... Ale nie do końca tak jest, młodzież zdaje się nie mieć z wplataniem angielskich słów większych problemów i nawet Académie française (odpowiednik naszej Rady Języka Polskiego) nie jest w stanie tej ekspansji zatrzymać.

Zmiany widać i słychać szczególnie w pracy. Na korytarzach międzynarodowych korporacji, nieważne czy w Paryżu, Genewie, czy Krakowie, słychać o meetingach, brainstormingu, bullet pointach, workshopach, deadlinie, lunchach i brunchach, debriefingach, interview i fuckupach. Dla niezaznajomionych z tzw. korpomową chodzi o odpowiednio: spotkanie, burzę mózgów, listę w punktach, praktyczne szkolenia, ostateczny termin zrobienia czegoś, wczesny obiad i późne solidne śniadanie (słowo powstałe z połączenia breakfast i lunch), rodzaj sprawozdania, rozmowę kwalifikacyjną oraz fakt, że... wszystko poszło nie tak. Delikatnie mówiąc.

Ale już ASAP, czyli skrót od as soon as possible (tak szybko jak to możliwe) jest co prawda znany, ale zastępowany przez francuskie DQP (dès que possible), co zresztą zasugerowała wspomniana wcześniej (ustanowiona jeszcze w XVII wieku przez kardynała Richelieu) Académie française. Deadline można (i powinno się) zastąpić francuskim délai, ale już nie dziwię się tak bardzo, że liste de choses à faire (lista rzeczy do zrobienia) jest wypierana przez krótkie to-do-list.

A młodzież? Tweetuje (tweeter), pyta wujka Google'a (googler), pisze, że coś jest śmieszne (lol), od czasu do czasu jeszcze płaci gotówką (payer cash), robiąc zdjęcia używa zooma (zoomer) i strzela sobie selfie za pomocą selfie-sticka. Nie tylko młodzież zresztą...

Inne modne angielskiego słowa to le mug (kubek), low-cost (tani), le challenge (wyzwanie), le magazine people (magazyn o celebrytach), un hot-dog i un hamburger (wiadomo), l'hobby (też wiadomo), le jean (dżinsy), le tramway (tramwaj), a także un hold-up (napad z broną w ręku) i un kidnapping (porwanie). I wiele wiele innych...

Są też zapożyczenia, że tak brzydko powiemlevel hard. Bo istnieje też taki twór jak Frenglish lub Franglais, czyli połączenie obu języków, zwykle sposodowane marną znajomością jednego z nich (bądź obu) lub wieloletnim przebywaniem za granicą. Nie czuję się na siłach, żeby we Frenglishu stworzyć coś sama, więc zacytuję Urban Dictionary:

I really besoin de faire my taxes tonight. Cause they're due like, maintenant. So I'll do that ce soir.

Przyznać się, kto jeszcze nie złożył deklaracji podatkowej?



Oczywiście nie każde słowo, które brzmi podobnie w obu językach, jest anglicyzmem. Raczej odwrotnie - to w angielskim jest mnóstwo słów francuskiego pochodzenia, które przeniknęły na Wyspy w czasach, kiedy to po francusku mówiła cała Europa. Jeśli jednak chodzi o słowa związane z nowoczesnymi technologiami, tzw. korpomową, czy językiem młodzieży, to nie ma wątpliwości w którą stronę nastąpiła ekspansja. Co ciekawe, są to w większości te same słowa, które w (niemal) niezmienionej formie przeniknęły też stosunkowo niedawno do polszczyzny. Można tego nie akceptować, można wyśmiewać, a można uznać, że język to twór żywy i elastyczny, więc niech się zmienia, bo zmian nie da się zatrzymać. I dotyczy to nawet francuskiego.




Wpis powstał w ramach akcji W 80 blogów dookoła świata. Raz w miesiącu, zawsze dwudziestego piątego, grupa blogerów kulturowo-językowych pisze artykuły na wybrany temat, każdy z perspektywy swojego kraju. Tematem przewodnim kwietniowej edycji są stereotypy narodowe. To temat stary jak świat, stereotypów o Francuzach i Szwajcarach znam pewnie tyle, co każdy, ale przedstawicieli obu narodowości znam zbyt krótko i zbyt słabo, żeby móc je obiektywnie skonfrontować. Wybrałam więc bezpieczny temat językowy, a po bardziej soczyste stereotypy o różnych nacjach zapraszam do innych blogerów, biorących udział w akcji.


Austria
Viennese breakfast - 5 faktów i mitów o Austrii

Chiny
Biały Mały Tajfun - 5 mitów o Chinach

Finlandia
Finolubna - 5 stereotypów o Finach
Suomika - 5 mitów i faktów o języku fińskim

Francja
Madou en France - 5 stereotypów o Francuzach, czyli co zaskoczyło mnie we Francji cz.2
Zabierz swego lwa - Ci tchórzliwi Francuzi, którzy podbili Anglię

Gruzja
Gruzja okiem nieobiektywnym -  Najbardziej mylące stereotypy o Gruzji

Japonia
Japonia-info.pl - Mity na temat języka japońskiego

Kirgistan
O języku kirgiskim po polsku - Językowe stereotypy o Kirgizach
Enesaj.pl - Pięć stereotypów o Kirgistanie i Kirgizach

Niemcy
Niemiecka Sofa - 5 niemieckich mitów i legend

Norwegia
Pat i Norway - 5 obiegowych stereotypów o Norwegii i Norwegach

Tanzania/Kenia
Suahili online - 5 mitów o Kenii i Tanzanii (i o Afryce w ogóle)

Wielka Brytania 
Angielska Herbata - Fakty i mity o Brytyjczykach i Wielkiej Brytanii
Angielski c2 - Język prawdę Ci powie
English tea time - Angielski oczami ucznia
Język angielski dla każdego - 5 stereotypów o Anglikach

Włochy
Wloskielove - Obalam 5 stereotypów o Włochach  
Obserwatore - A może by tak zamieszkać w słonecznej Italii? Mity o Włoszech.



Chcesz dołączyć do grupy? Napisz na blogi.jezykowe1@gmail.com.




środa, 25 listopada 2015

Prezenty dla wielbicieli Szwajcarii

Święta dopiero za miesiąc, ale zarówno we francuskich jak i w szwajcarskich sklepach świąteczny klimat czuć już co najmniej od połowy listopada. Nie tylko zresztą w sklepach, bo na ulicach wiszą już gotowe świąteczne dekoracje, a niektórzy zdążyli też przystroić swoje domy. To nic, że jeszcze nieco ponad tydzień temu do słońca można było chodzić w krótkim rękawku!

Ze świętami nieodłącznie łączą się prezenty. Jeśli planujecie obdarować w tym roku kogoś, kto interesuje się Szwajcarią lub planuje tam pojechać, dzielę się dziesięcioma pomysłami, tymi mniej i bardziej budżetowymi.



1. Szwajcarski scyzoryk, a dokładnie szwajcarski nóż oficerski (po angielsku Swiss Army nife). 

Opatentowany w 1897 roku, produkowany w Szwajcarii przez 2 firmy: Victorinox i Wenger, występuje teraz w przeróżnych odmianach, od drogich i bardzo wielofunkcyjnych (jeden model marki Wenger ma 87 narzędzi 141 funkcji) po małe scyzoryki w przystępnych cenach, często w pięknych limitowanych seriach. To może być idealny prezent dla każdego może ktoś, o kim myślimy, że ma już wszystko właśnie nie ma jeszcze swojego scyzoryka?



2. Zegarek.

Wiadomo, to raczej prezent dla kogoś bliskiego i pod warunkiem, że dysponujemy odpowiednim budżetem. Jeśli tak, to klasyczny zegarek marki Tissot, Adriatica, Alpina, Atlantic, Certina, Doxa, Festina, Omega, albo nieco mniej klasyczny (i dużo tańszy) Swatch będzie ponadczasowym prezentem służącym wiele lat.




3. Zegar z kukułką w stylu szwajcarskim.

Co prawda takie zegary pochodzą z Niemiec, ale kojarzą się mocno z  XIX-wieczną Szwajcarią i dużo tego typu pamiątek można tu kupić od zegarów ściennych pokaźnych rozmiarów po miniaturki w formie magnesów na lodówkę. Może fajnie wyglądać w domu urządzonym w tradycyjnym stylu, ale nie tylko wystarczy jeśli obdarowany lubi tego typu rzeczy.


4. Przewodnik po Szwajcarii lub album ze zdjęciami. 

Zawsze się przyda, przewodnik dla tych, którzy planują podróż, a album dla tych, którzy wolą oglądać piękne miejsca bez wychodzenia z domu. Jest ich bardzo dużo i większości nie znam, więc nie mogę polecić żadnego konkretnego. Warto się przejść do księgarni (niekoniecznie dużej i sieciowej, paradoksalnie mogą wcale nie mieć najlepszego wyboru), pooglądać i wybrać.

Przewodnik po Szwajcarii, wyd. Pascal



5. Szwajcarska czekolada.

Najlepiej oczywiście Cailler, o której pisałam wcześiej. Jeśli akurat nie ma jej pod ręką, mogą być i inne popularne marki, jak Frey, Lindt, czy Toblerone. Każdy łasuch się ucieszy.

Cailler - szwajcarska czekolada, zimowa edycja
Zimowa edycja czekolad Cailler


6. Szwajcarski ser

Niekoniecznie z dziurami, choć dobry Ementaler nie jest zły ;) Porcja sera Gruyere, Vacherin, Raclette, czy Appenzeller ucieszy każdego smakosza serów. Są nawet tacy, co wolą ser od czekolady i osobiście się do nich zaliczam.


7. Akcesoria do sera. Może to być nożyk, deska do krojenia i serwowania sera, a nawet kociołek do fondue czy grill do racletta. Warunek jest tylko taki, żeby obdarowany naprawdę z nich potem korzystał. W moim przypadku raclette i fondue to dania, które bardzo często pojawiają się na stole i akcesoria do ich przyrządzaniu są w ciągłym użyciu, ale niestety w Polsce dobra mieszanka sera do fondue jest praktycznie nie do dostania, przez co kociołek jest mało użyteczny. Zauważyłam w sklepach dużo zestawów do fondue czekoladowego, ale szczerze mówiąc nie znam nikogo, kto robiłby takie w domu. Słyszałam też, że taki kociołek do czekoladowego fondue przoduje w kategorii zdublowanych i niekoniecznie chcianych prezentów ślubnych.

Kociołek do fondue

Wielofunkcyjny grill do racletta



8. Cokolwiek z krową.

Krowy w Szwajcarii są dosłownie wszędzie żywe na pastwiskach, a sztuczne jako dekoracje. Prezent z wizerunkiem krowy może być więc bardzo sympatyczny i ucieszyć kogoś, kto lubi szwajcarskie klimaty. Może to być kubek, maskotka, figurka, puszka, pojemnik na śmietankę do kawy wybór jest naprawdę ogromny.


9. Szwajcarskie wino.
Zdecydowanie częściej piję francuskie, ale te szwajcarskie też są bardzo dobre i butelka na pewno ucieszy miłośnika tego kraju. Z racji małej wiedzy w tym temacie odsyłam na bloga Szwajcarskie BlaBliBlu, którego autorka wykonała kawał dobrej roboty:
Szwajcarskie czerwone wina – mini przewodnik
Szwajcarskie białe wina – mini przewodnik

10. Drobiazg z motywem szwajcarskiej flagi.
Najbardziej typowy pomysł na prezent. Kubek na dużą herbatę, a może filiżanki do espresso? Do wyboru do koloru.





Wpis powstał w ramach akcji W 80 blogów dookoła świata. Raz w miesiącu, zawsze dwudziestego piątego, grupa blogerów kulturowo-językowych pisze artykuły na wybrany temat, każdy z perspektywy swojego kraju. Chcecie zobaczyć jakie prezenty można kupić miłośnikom Francji, Niemiec, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Chin i innych miejsc? Przeczytajcie na tych blogach:



Chiny:
Biały Mały Tajfun  Prezenty dla fana Yunnanu 

Francja:
Madou en France Francuska wishlista, czyli prezenty dla frankofila
Francais mon amour 5 pomysłów na prezent dla miłosnika Francji 
Love for France Co dać frankofilowi pod choinkę?
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim Kochanie, co mi kupisz pod choinkę?

Hiszpania:
Hiszpański na luzie  Prezenty dla miłośników Hiszpanii Hiszpanii?

Kirgistan:
O języku kirgiskim po polsku Pomysły na prezenty dla osób zainteresowanych Kirgistanem 

Niemcy:
Językowy Precel 3 pomysły na prezenty dla miłośników języka niemieckiego 
Niemiecka Sofa Prezent dla wielbiciela języka niemieckiego

Norwegia: 
Prezenty, które ucieszą każdego norwegofila

Rosja:
Blog o tłumaczeniach i języku rosyjskim Idealny prezent dla...

Stany Zjednoczone:
PAPUGA Z AMERYKI 10 prezentów dla wielbicieli Ameryki:
 
Szwajcaria:
Między Francją a Szwajcarią Pomysły na prezenty dla wielbicieli Szwajcarii 
Szwajcarskie Blabliblu Szwajcarskie prezenty świąteczne:

Szwecja: 
Szwecjoblog Pomysły na prezenty dla miłośników Szwecji

Wielka Brytania: 
Angielska Herbata Najlepsze pamiątki z Londynu
Angielskic2 Top Naj prezenty dla Anglofila
Angielski dla każdego  Pomysły na prezenty dla fana języka angielskiego
English with Ann Prezenty z UK czyli moja wish-lista
LANGUAGE BAY Pomysły na prezenty dla fana Wielkiej Brytanii 
English at Tea Prezenty dla miłośnika Wielkiej Brytanii
English My Way  Czym można uszczęśliwić anglofana?

Włochy: 
Primo Cappuccino Jakie prezenty warto przywieźć z Włoch? 
Studia, parla, ama Co podarowac wielbicielowi Włoch 
Wloskielove Kilka pomysłów na prezent dla italofila
CiekawAOSTA Nie tylko włoskie prezenty dla miłośników gór

niedziela, 6 września 2015

Chillon – najpiękniejszy średniowieczny zamek w Szwajcarii

Ostatni weekend spędziłam w Montreux, ale o samym mieście napiszę przy innej okazji. Na osobną uwagę zasługuje bowiem znajdujący się w spacerowej odległości od znanego pomnika Freddiego Mercury'ego zamek Chillon [czyt. szilą]. Nie tylko dlatego, że to jeden z najstarszych i najchętniej odwiedzanych zamków w Europie, ale również z powodu wielu ciekawych historii, które tam się wydarzyły i inspiracji, jakich dostarczał przez prawie tysiąc lat.

zamek Chillon, Château de Chillon
Zamek Chillon na Jeziorze Genewskim koło Montreux



Montreux
Widok na Montreux z zamku
Historia Château de Chillon sięga XI wieku  wtedy powstały pierwsze mury. Skalista wyspa tuż przy brzegu była idealnym miejscem na twierdzę obronną, a bliskość Alp pozwalała na kontrolę szlaków handlowych, przez co zamek nazywany był bramą Alp. Do pierwszej połowy XVI wieku zamek był własnością książąt sabaudzkich, potem został zajęty przez berneńczyków, a w czasie rewolucji francuskiej zdobyty przez wojska kantonu Vaud. 

Zamek był nie tylko komfortową książęcą rezydencją, ale również ciężkim więzieniem. Najbardziej znanym przetrzymywanym w nim więźniem był genewski polityk i historyk François Bonivard. Sprzeciwiający się podporządkowaniu Genewy sabaudczykom i zaangażowany w reformację Bonivard spędził w lochu w podziemiach Chillonu 6 lat. Był przykuty do filaru i nie mógł wyjrzeć przez maleńkie okna, a czując bliskość wody miał bardzo nieprzyjemne wrażenie, że znajduje się poniżej poziomu jeziora. Po uwolnieniu przez zajmujące zamek wojsko kantonu Vaud Bonivard został radnym Genewy i zaczął spisywać historię miasta. Nie miał natomiast szczęścia w miłości  jego czwarta (!) żona, oskarżona o zdradę, została utopiona w Rodanie, a jej kochanek ścięty.

kominek, wnętrze zamku Chillon
Kominek w jednej z komnat

więzienie w zamku Chillon, Bonivard
Fragment więzienia w piwnicach zamku
Więzień Chillonu, obraz Eugène'a Delacroix



Chillon był uwielbiany przez romantyków, którzy wyjątkowo cenili średniowieczne zamczyska. Lord Byron, zainspirowany historią Bonivarda, napisał wiersz pod tytułem Więzień Chillonu.

Byron w Chillonie
Byron wyrył swoje nazwisko na więziennej kolumnie 


Z Jeziorem Genewskim i częściowo z zamkiem łączy się jeszcze jedna historia. W 1816 roku niejaki Lord Byron, Percy Shelley, John Polidori, Mary Shelley (wtedy jeszcze Mary Godwin) i jej przyrodnia siostra Claire Claremont, spędzali razem wakacje w okolicach Genewy. Pewnego wieczoru opowiadali sobie opowieści z dreszczykiem, z których później wyłoniły się takie utwory jak Frankenstein Mary Shelley, Więzień Chillonu Byrona i Wampiry Polidorego, które później zainspirowały Brama Stockera do napisania Draculi. Wakacje te przyniosły więc wielkie dzieła literatury i... dwoje nieślubnych dzieci. Nie piszę więcej, bo ta historia zasługuje na oddzielny wpis.



widok na Jezioro Genewskie z zamku Chillon
Widok na Jezioro Genewskie z wieży zamku

Więcej informacji o zamku: http://www.chillon.ch/

piątek, 10 lipca 2015

Nyon: między Genewą a Lozanną

Wygląda na to, że bycie pomiędzy staje się motywem przewodnim tego bloga. Tym razem zabieram na wycieczkę do Nyon, szwajcarskiego miasta, znajdującego się między Genewą a Lozanną, choć znacznie bliżej Genewy - zaledwie 25 kilometrów od jej centrum. Dojechać tam jest bardzo łatwo - pociągiem na trasie z Genewy do Lozanny lub samochodem, zjeżdżając z jednej z głównych szwajcarskich autostrad i zatrzymując się na dużym parkingu niemal w centrum. Nyon jest raczej mało znany, a szkoda, bo to ciekawe i ładne miasto z długą historią. Jeśli znudzi się nam już Genewa, a nie mamy ochoty jechać gdzieś dalej, Nyon jest idealnym miejscem na szybką wycieczkę. Raczej niejedną, bo jest tam co robić!

Historia, jak wspomniałam, jest długa. Ślady pierwszych mieszkańców sięgają epoki neolitu, a pierwszy rozkwit miasto zawdzięcza Rzymianom, którzy założyli miasto od nowa w I w. p.n.e. Zbudowali amfiteatr, forum i jedenastokilometrowy kryty akwedukt, który dostarczał wodę z dzisiejszego Divonne-les-Bains (teraz we Francji). Z tych wszystkich budowli ocalał jedynie fragment amfiteatru, który jest jedną z największych atrakcji miasta. Zdjęcie zrobione jest z dołu i chyba nie do końca oddaje wrażenie, jakie sprawiają te ogromne kolumny, gdy stoi się u ich stóp. Drobniejsze pozostałości po Rzymianach można obejrzeć w Muzeum Romańskim (Musée romain de Nyon).

Iulia Equestris, kolumny rzymskie, Nyon
Jedyny ocalały fragment rzymskiego amfiteatru


Kilka stuleci później miasto podupadło, tak jak całe Imperium, ale w średniowieczu znów zaczęło się rozwijać. W XII wieku na szczycie wzgórza wybudowano zamek, w którym najpierw mieszkali lokalni panowie Cossonay-Prangins, a później hrabiowie sabaudzcy. XVI wiek przyniósł katolickiemu wcześniej miastu reformację, a XIX przyłączenie do konfederacji szwajcarskiej. Współcześnie miasto też szybko się rozwija, znajduje się tam siedziba władz UEFA (to w Nyon odbywały się losowania Ligi Mistrzów i Mistrzostw Europy w piłce nożnej), Światowej Organizacji Koszykarskiej FIBA oraz Union Network International, organizacja związków zawodowych z całego świata.

Zamek w Nyon, Château de Nyon
Zamek, Château de Nyon

Fragment miasta i Jeziora Genewskiego widziany z zamku Nyon

Nie wspomniałam jeszcze chyba o tym jak pięknie Nyon jest położony. Przy okazji uświadomiłam sobie, że chyba każde miejsce w Szwajcarii można tak określić... Jest jezioro, w oddali góry (brzeg po drugiej stronie jeziora leży już na terytorium Francji), a centrum miasta znajduje się 400 metrów nad poziomem morza.

Jezioro Genewskie zawsze miało tam ogromne znaczenie (w herbie Nyon jest ryba) i teraz jedną z ciekawszych atrakcji jest Muzeum Jeziora Genewskiego, Musée du Léman, w którym oprócz eksponatów związanych z żeglarstwem, rybołówstwem i badaniami nad jeziorem, znajduje się ogromne akwarium, w którym pływają żyjące w jeziorze ryby.

Muzeum Jeziora Genewskiego, Musée du Léman
budynek Muzeum Jeziora Genewskiego

Muzeum Jeziora Genewskiego, Musée du Léman, akwarium
fragment akwarium
Muzeum Jeziora Genewskiego, Musée du Léman
ekspozycja w Muzeum Jeziora Genewskiego


Muzeum jest na tyle przyjazne, że w środku można usiąść w pokoju, wypić kawę z automatu (1,5 CHF) lub wodę (za darmo). Nikt nie pilnuje ani nie zagląda przez ramię.


Warto dodać, że do 3 muzeów w Nyon (Muzeum Jeziora Genewskiego, Muzeum Romańskie i zamek Nyon) można wejść, kupując jeden bilet za 8 CHF, a w każdą pierwszą niedzielę miesiąca wstęp jest wolny. Do tego miasto oferuje urocze wąskie uliczki, puby, restauracje i promenadę nad jeziorem. Nic tylko jechać :)


Nyon
uliczka w Nyon

zegarmistrz w Nyon
szyld zegarmistrza

piątek, 29 maja 2015

Napiwki we Francji, napiwki w Szwajcarii

Napiwki to temat zawsze na czasie, a już szczególnie w sezonie wakacyjnym. W Polsce jest w miarę oczywiste, że zostawiamy kelnerom te minimum 10%, bo wszyscy wiemy ile przeważnie zarabiają... A jak jest w innych krajach? Różnie.

Napiwki we Francji.

We Francji sprawa jest teoretycznie bardzo prosta. Napiwek w wysokości 15% jest po prostu wliczony w cenę rachunku (na którym znajdziemy informację service compris), od kilku lat wymaga tego prawo. Nie ma więc obowiązku płacenia dodatkowo i tradycyjne napiwki są przez to coraz mniej popularne i nikt nie pomyśli, że jesteśmy skąpiradłami jeśli odbierzemy resztę co do centa. Niemniej... kelner zawsze się ucieszy jeśli zostawimy mu 5-10%, tym bardziej, że taki napiwek idzie od razu do jego kieszeni, a ten z rachunku jest zarejestrowany i w związku z tym opodatkowany (sprytne państwo...) i dzielony między całą załogę. Czyli można, ale nie ma konieczności. A właściwie to jest, tylko wliczona w rachunek.

Jeszcze milej widziane (i w żaden sposób nieregulowane) jest też zostawienie napiwku taksówkarzom, szatniarzom, czy obsłudze w hotelu. Czyli, jak się domyślam, wszędzie tam, gdzie zarobki nie są oszałamiające, a zwyczaj dawania napiwku ma już swoją tradycję.


restauracje w Guyères


Napiwki w Szwajcarii.

W Szwajcarii też nie ma obowiązku dawania napiwków. Kelnerzy dobrze zarabiają (lepiej niż niejeden turysta), więc argument finansowy raczej odpada. Serwis bywa też wliczony w rachunek, ale prawo nie reguluje tego w żaden sposób tak jak we Francji. Czyli w gruncie rzeczy jest podobnie: można, ale nie ma przymusu. W niektórych knajpach na barze jest postawione naczynie na drobne napiwki i wrzucenie 1 franka jest zawsze mile widziane, ale nas spotkała w związku z tym zabawna sytuacja. Pub w Genewie, zostawiamy napiwek. Kelner protestuje, jest wyraźnie zaskoczony, mówi, że to za dużo (wcale nie było, przy tutejszych cenach nie szastamy pieniędzmi) i przynosi... po lampce koniaku, którego wartość na pewno przekroczyła ten napiwek.

W przypadku innych usług też raczej nie daje się napiwków. Można zaokrąglić do pełnej kwoty przy płaceniu taksówkarzom, czy fryzjerom, ale nie ma obowiązku i nie będą tego oczekiwać.



Jak widać, nie jest to temat szczególnie skomplikowany ani uregulowany. Wydaje mi się, że w Polsce zostawianie napiwków bardziej się przyjęło, ale i tu można w taki sposób podziękować za dobrą obsługę.
Obsługiwane przez usługę Blogger.